W poszukiwaniu prezentu dla mojego siostrzeńca natknęłam się w dziale dziecięcym w księgarni na książeczkę pod tytułem „Jak zbudować motocykl?”*. Na przedniej okładce zobaczyłam myszki, które zajmują się czerwonym motocyklem, a na tylnej przeczytałam:

Jest wczesna wiosna. Szczurek Arni, wróbel Zenek oraz żaba Krystian wrócili właśnie z dalekiej wyprawy na południe. Podróż własnoręcznie skonstruowanym samolotem była długa i wyczerpująca, wymagała odwagi i umiejętności podejmowania śmiałych decyzji. Zmęczenie nie powstrzymywało jednak przyjaciół przed podjęciem nowego wyzwania: postanawiają zbudować motocykl.

Uzdolniony technicznie Arni z zapałem przystępuje do działania i nie zniechęcają go nawet największe trudności techniczne. Dzięki własnej pomysłowości i pomocy przyjaciół szybko je pokonuje.

W trakcie pracy Arni prezentuje poszczególne elementy konstrukcyjne motocykla. Na schematach pokazuje m.in. budowę i zasadę działania silnika, gaźnika, sprzęgła, skrzyni biegów, hamulców bębnowych, prądnicy, instalacji oświetleniowej i zapłonowej.

Akcja książki jest pełna nieoczekiwanych zwrotów, a koniec opowieści – zaskakujący. Śledzący z zapartym tchem przygody bohaterów czytelnik nawet się nie spostrzeże, że przy okazji dowiedział się wszystkiego na temat budowy i funkcjonowania motocykla.”

Historyjka techniczna? Brzmi nieźle. Jeszcze ciekawiej dzieje się w środku. Gdy otworzymy książeczkę na pierwszej lepszej stronie od razu zobaczymy bardzo ciekawe i dobrze wykonane rysunki techniczne wraz z etykietkami nazywającymi każdy element. Z pretekstem kupna książki dla siostrzeńca (bo przecież siostrzeniec nie jest jeszcze na etapie czytania tak poważnej literatury), kupiłam ją właściwie dla siebie z nadzieją, że może właśnie dzięki niej dowiem się w łatwy sposób, co tak naprawdę dzieje się w środku motocykla.

Sama fabuła oczywiście nie jest powalająca z punktu widzenia osoby dorosłej. Historyjka jest w końcu dedykowana dzieciom (choć niektóre fragmenty zdają się nie być dla dzieci – np. moment, w którym jedna myszka wysypuje piasek na torze wyścigowym, aby zapobiec zwycięstwa innej drużynie, doprowadzając tym samym do wypadku zawodnika), dlatego nie spodziewałam się zapierającej dech w piersiach historii. Rysunki techniczne zdecydowanie są godne uwagi. Żałuję, że nie są one opatrzone bardziej szczegółowymi opisami, choć nie ukrywam, że patrząc na nie miałam ochotę iść do garażu i spróbować rozkręcić swój własny motocykl, żeby zobaczyć jak to tak naprawdę wygląda (spokojnie, nie zrobiłam tego. Przypuszczam, że łatwiej jest wszystko rozkręcić, ale trudniej potem złożyć w całość. Jeszcze mogłoby się to skończyć tak, że po złożeniu całego motocykla pozostałoby kilka „niepotrzebnych” elementów).

Na pewno książeczka jest fajnym prezentem nie tylko dla dzieci i dobrym początkiem do poszukiwania technicznych informacji dotyczących motocykli.  Niestety, wciąż mam wiele pytań, na które nie udało mi się uzyskać odpowiedzi. Mam więc nadzieję, że uda nam się znaleźć jeszcze inną ciekawą literaturę, z którą na pewno się podzielimy z Wami.

Na koniec pozostawiam Was z jednym z fragmentów, który mnie naprawdę rozbawił, patrząc po wyciągach z konta i kwotach, jakie przeznaczam na benzynę w ciągu roku:

„- (…) To, co mogłoby jeszcze zwiększyć moc, to nieznaczne powiększenie oraz wypolerowanie kanałów dolotowego i przedmuchowego – ale w takim wypadku zwiększy się zużycie paliwa.

– Tym bym się nie przejmował – stwierdził Arni – benzyny jest dość i zawsze będzie tania.

*”Jak zbudować Motocykl?”, Martin Sodomka, wydawnictwo Prószyński i S-ka, z 2013 roku

Comments

comments

Comments are closed.