Category

ARTYKUŁY

Category

E-Moto i jedyny taki motocykl elektryczny w Polsce

Przechadzając się po miasteczku studenckim Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, nigdy nie wiesz na co trafisz. Tak właśnie natknęłyśmy się na E-Moto AGH – zespół, który zrealizował projekt pierwszego w Polsce motocykla terenowego z napędem elektrycznym.

Studenci startowali w lipcu 2017 w zawodach w Barcelonie. W Smart Moto Challenge zajęli 4 miejsce w klasyfikacji generalnej. Jest z czego być dumnym. Studenci z AGH okazali się najlepsi w trzech konkurencjach: autocross – przejazd toru przez dwóch kierowców, slalom na asfalcie oraz rozwiązania mechaniczne motocykla i układ hamulcowy. Drużyna została też uznana za najlepiej prezentujący się nowy zespół podczas zawodów.

Czym konkuruje taki motocykl z komercyjnymi jednośladami, które znamy z polskich dróg?

  • cicha praca motocykla
  • wyeliminowanie potrzeby serwisowania układu napędowego
  • zredukowanie liczby współpracujących elementów
  • mniejsze koszty eksploatacji (rzędu 2,50-3zł na 100km)
  • brak emisji spalin do atmosfery
  • stały moment obrotowy w całym zakresie obrotów.

Najważniejsze parametry motocykla:

  • innowacyjne rozwiązanie: silnik w piaście tylnego koła o mocy stałej 8 kW (chwilowej 14 kW)
  • baterie litowo-jonowe o pojemości 54 Ah, 3,2 kWh
  • zasięg na baterii: ok. 100 km/1h pracy w terenie
  • rama autorskiej konstrukcji wykonana z chromo-molibdenu
  • wahacz autorskiej konstrukcji ze stali 355
  • obudowa z włókna węglowego
  • komputer pokładowy wyświetlający wszystkie parametry jazdy
  • dedykowana aplikacja na smartfona umożliwiająca zdalną komunikację
  • prędkość maksymalna: 80 km/h

Czekamy na kolejne projekty, bo z tego co wiemy to studenci AGH mają wiele innowacyjnych pomysłów i energii do działania. Trzymamy kciuki!

Szkolenie tylko dla Pań u Moniki Jaworskiej – poziom podstawowy

Kurs na prawo jazdy uczy nas przede wszystkim zdać prawko, dlatego warto skorzystać z oferty dodatkowych szkoleń doskonalenia techniki jazdy. Nauki nigdy za wiele. Kolega motocyklista podesłał mi linka do szkolenia tylko dla pań organizowanego przez Katanka – Doskonalenie motocyklowych technik jazdy. Nie zastanawiałam się długo i zapisałam się. Było to pierwsze szkolenie w tej szkole z cyklu tylko dla kobiet, na którym zjawiło się w sumie 8 dziewczyn na maszynach o różnych pojemnościach (zarówno posiadaczki prawa jazdy kat. B na swoich 125 oraz dziewczyny z większymi maszynami do 600).

Szkolenie odbyło się 25 czerwca w Krakowie w bardzo gorącą niedzielę. Na takie szkolenie nie jest wymagany pełny kombinezon. Szczerze mówiąc, przy pełnym słońcu nie polecam wybierać się w skórze. Najlepiej zbroja i ochraniacze. Na placu wykonujemy manewry przy niskich prędkościach, dlatego można nieźle się przegrzać w pełnym stroju. Nie zapomnijcie też zatankować. Zapomniałam wprawdzie zerknąć na licznik, ale wydaje mi się, że zrobiliśmy na placu jakieś 80km!

Rozpoczęliśmy od krótkiej teorii, którą później mieliśmy wcielić w życie. Później nastąpił przegląd maszyn. Jak się okazało niektóre opony trzeba było dopompować, a nawet naciągnąć łańcuch. Myślę, że jest to zdecydowany plus takiego szkolenia, w którym dodatkowo fachowcy powiedzą parę słów odnośnie Twojej maszyny.

Gdy już wszystkie motocykle zostały dopuszczone do szkolenia (nie wymagane są gmole czy crashpady, chodzi o sprawność motocykla) zaczęły się manewry na placu. Przypomniały mi się moje zmagania z placem manewrowym na egzaminie, ale tym razem to już zupełnie inne uczucie, gdy jeździ się już swoim własnym motocyklem.

Manewrów było kilka – slalom, wchodzenie w zakręt, wolna jazda np. w korku, włączanie się do ruchu, a nawet jak wjechać na krawężnik. Słowem podstawowe, ale niezmiernie ważne elementy.

Kurs jest warty polecenia. Koszt za całodzienne szkolenie (od 9 do 17) to 350zł (w tym napoje, ciastka oraz pizza). Zdecydowanie to nie ostatnie szkolenie w tej szkole.

Diverse NIGHT of the JUMPs (25.03.2017, Kraków)

Kraków – dla nas miasto, które mimo smogu i korków  ma w sobie „TO COŚ”.

Tym większa radość, że to właśnie w nim po raz kolejny odbyły się Mistrzostwa Świata we Freestyle Motocrossie (FMX) – Diverse NIGHT of the JUMPs – rywalizacja najlepszych zawodników na wysokości prawie 3 piętra!

Historia tych mistrzostw w Polsce sięga 2006 roku i rozpoczęła swój bieg w Katowickim spodku. Wcześniej w tym samym roku Freestyle Motocross został wpisany na oficjalną listę dyscyplin motorowych rozgrywanych pod egidą FIM (Międzynarodowej Federacji motocyklowej).

Jak powstał FMX ? Niektórzy twierdzą, że jego początki to pierwsze lata 90. i popisy kaskaderów, inni – że narodził się dzięki amerykańskiemu supercrossowi. Najważniejsze, że powstał i dziś możemy się nim cieszyć :).

Imprezę rozpoczęłyśmy od PIT PARTY z zawodnikami i  na samym wejściu spotkała nas miła niespodzianka! Wśród najmłodszych motocyklistów, których przejazdy brały udział w otwarciu imprezy znalazła się także Motocyklistka – trzymamy kciuki za rozwój jej kariery. Impreza składała się zasadniczo z 4 części. W kwalifikacjach brało udział 12 zawodników (w tym Polak Marcin Łukaszczyk) Do finału przeszła 6,  a ostatecznie miejsce na podium objęli : Maikel Melero, David Rinaldo oraz powracający po półrocznej kontuzji Luc Ackermann. Podczas występów poza backflipami, nie zabrakło takich akrobacji jak: shaolin, flair, surfer, lazy boy, superman czy bardzo efektownych 360tek, tsunami flip oraz california roll. Zawodnicy wzięli udział także w konkurencji Best Whip oraz w skoku wzwyż. Na oficjalnej stronie mistrzostw znajdziecie nagrania oraz galerię zdjęć.

Pierwszy raz podczas imprezy odbyły się także zawody rowerowego Pucharu Świata MTB. W tej części nie zabrakło podwójnych 360tek, choć, niestety, niektóre akrobacje zakończyły się wywrotkami. Warto zaznaczyć, że część figur była pierwszą próbą na świecie i mimo naszej słabości do silników, ta część również zrobiła na nas ogromne wrażenie.

Mieliśmy także okazję zobaczyć pierwszy wykonywany w południowej Polsce backflip quadem w wykonaniu Patryka Siekaja. Akrobacje tą wykonuje tylko 5 zawodników na świecie, a Patryk jest najmłodszym z nich.

Całość imprezy wzbogacał ryk silników, zapach spalin, kurzu, mocna muzyka i niezapomniane emocje.

Jak zbudować motocykl? Historyjka techniczna nie tylko dla dzieci.

W poszukiwaniu prezentu dla mojego siostrzeńca natknęłam się w dziale dziecięcym w księgarni na książeczkę pod tytułem „Jak zbudować motocykl?”*. Na przedniej okładce zobaczyłam myszki, które zajmują się czerwonym motocyklem, a na tylnej przeczytałam:

Jest wczesna wiosna. Szczurek Arni, wróbel Zenek oraz żaba Krystian wrócili właśnie z dalekiej wyprawy na południe. Podróż własnoręcznie skonstruowanym samolotem była długa i wyczerpująca, wymagała odwagi i umiejętności podejmowania śmiałych decyzji. Zmęczenie nie powstrzymywało jednak przyjaciół przed podjęciem nowego wyzwania: postanawiają zbudować motocykl.

Uzdolniony technicznie Arni z zapałem przystępuje do działania i nie zniechęcają go nawet największe trudności techniczne. Dzięki własnej pomysłowości i pomocy przyjaciół szybko je pokonuje.

W trakcie pracy Arni prezentuje poszczególne elementy konstrukcyjne motocykla. Na schematach pokazuje m.in. budowę i zasadę działania silnika, gaźnika, sprzęgła, skrzyni biegów, hamulców bębnowych, prądnicy, instalacji oświetleniowej i zapłonowej.

Akcja książki jest pełna nieoczekiwanych zwrotów, a koniec opowieści – zaskakujący. Śledzący z zapartym tchem przygody bohaterów czytelnik nawet się nie spostrzeże, że przy okazji dowiedział się wszystkiego na temat budowy i funkcjonowania motocykla.”

Historyjka techniczna? Brzmi nieźle. Jeszcze ciekawiej dzieje się w środku. Gdy otworzymy książeczkę na pierwszej lepszej stronie od razu zobaczymy bardzo ciekawe i dobrze wykonane rysunki techniczne wraz z etykietkami nazywającymi każdy element. Z pretekstem kupna książki dla siostrzeńca (bo przecież siostrzeniec nie jest jeszcze na etapie czytania tak poważnej literatury), kupiłam ją właściwie dla siebie z nadzieją, że może właśnie dzięki niej dowiem się w łatwy sposób, co tak naprawdę dzieje się w środku motocykla.

Sama fabuła oczywiście nie jest powalająca z punktu widzenia osoby dorosłej. Historyjka jest w końcu dedykowana dzieciom (choć niektóre fragmenty zdają się nie być dla dzieci – np. moment, w którym jedna myszka wysypuje piasek na torze wyścigowym, aby zapobiec zwycięstwa innej drużynie, doprowadzając tym samym do wypadku zawodnika), dlatego nie spodziewałam się zapierającej dech w piersiach historii. Rysunki techniczne zdecydowanie są godne uwagi. Żałuję, że nie są one opatrzone bardziej szczegółowymi opisami, choć nie ukrywam, że patrząc na nie miałam ochotę iść do garażu i spróbować rozkręcić swój własny motocykl, żeby zobaczyć jak to tak naprawdę wygląda (spokojnie, nie zrobiłam tego. Przypuszczam, że łatwiej jest wszystko rozkręcić, ale trudniej potem złożyć w całość. Jeszcze mogłoby się to skończyć tak, że po złożeniu całego motocykla pozostałoby kilka „niepotrzebnych” elementów).

Na pewno książeczka jest fajnym prezentem nie tylko dla dzieci i dobrym początkiem do poszukiwania technicznych informacji dotyczących motocykli.  Niestety, wciąż mam wiele pytań, na które nie udało mi się uzyskać odpowiedzi. Mam więc nadzieję, że uda nam się znaleźć jeszcze inną ciekawą literaturę, z którą na pewno się podzielimy z Wami.

Na koniec pozostawiam Was z jednym z fragmentów, który mnie naprawdę rozbawił, patrząc po wyciągach z konta i kwotach, jakie przeznaczam na benzynę w ciągu roku:

„- (…) To, co mogłoby jeszcze zwiększyć moc, to nieznaczne powiększenie oraz wypolerowanie kanałów dolotowego i przedmuchowego – ale w takim wypadku zwiększy się zużycie paliwa.

– Tym bym się nie przejmował – stwierdził Arni – benzyny jest dość i zawsze będzie tania.

*”Jak zbudować Motocykl?”, Martin Sodomka, wydawnictwo Prószyński i S-ka, z 2013 roku

Wystawa Motocykli i Skuterów oraz Pub Motocyklowy [3-5.03.2017, Warszawa]

Dojazd z Krakowa do Warszawy jest na tyle dobry, że szkoda by było nie wybrać się w sobotę 4 marca do stolicy na Wystawę Motocykli i Skuterów. Centrum EXPO XXI, w którym odbyła się wystawa jest położone nieco ponad 3km od Warszawy Centralnej, tak więc dotarcie na miejsce nie zajęło nam dużo czasu.

Tego typu wydarzenia przyciągają dużo fanów motoryzacji, nic więc dziwnego, że kolejki zarówno do kas jak i do bankomatu (nie było możliwości płatności kartą!) również były długie. Po małym zamieszaniu między kolejkami (organizator wystawy mógł nieco lepiej zapanować nad kolejkami) udało nam się nabyć bilety po 25zł sztuka i wejść do hali. Czekało tam na nas 38 wystawców.

Naszą uwagę przykuła Strefa Retro, na której znalazły się stare motocykle z zamierzchłych czasów z Polski i z zagranicy. Motocykle pochodziły z Wystawy Starych Motocykli  z Drohiczyna Nad Bugiem. Ciekawym miejscem była również Strefa Custom z kilkunastoma motocyklami stworzonymi w polskich garażach i warsztatach.

Wystawa to oczywiście miejsce, gdzie można przyjść również z dziećmi. Nie zabrakło więc i strefy dla młodszych fanów motocykli, gdzie pociechy mogły zająć się kolorowankami bądź nieustannie prosić swoich opiekunów o zakup mały drewnianych figurek motocykli.

Na wystawie mieliśmy przegląd różnych motocykli i akcesoriów. Można było też zakupić koszulki, motocyklowe stroje, a nawet ręcznie robiony metalowo-szklany stół zdobiony kluczami francuskimi i elementami motocykli.

Zapraszamy do galerii zdjęć, która pokaże Wam, co zobaczyłyśmy na wystawie. Na oficjalnej stronie znajdziecie więcej szczegółów dotyczących Wystawców i pokazów towarzyszących.

Chodzenie po halach wystawowych i przymierzanie się do różnych modeli motocykli sprawiło, że chciałyśmy zrelaksować się w jakimś miłym miejscu. Nie mogłyśmy trafić lepiej jak do Pubu Motocyklowego 2KOŁA dosłownie 3 minuty drogi od EXPO XXI). Pub ma niesamowity klimat garażowo-warsztatowy. Każdy fan motocykli będąc w Warszawie, musi odwiedzić to miejsce. Bar jest widoczny z daleka dzięki fantastycznej fasadzie (z motocyklami oczywiście). Do środka prowadzi brama oklejona przeróżnymi naklejkami (nie tylko sławną naklejką „Motocykle są wszędzie”). Wewnątrz obrazy związane z motocyklami, a nawet motocykl na ścianie. A za barem utrzymanym również w motoryzacyjnym stylu przesympatyczny barman (również motocyklista), którego serdecznie pozdrawiamy i mamy nadzieję, że da nam znać, jak będzie w Krakowie, abyśmy mogły równie miło go ugościć na południu. Pan Barman zaprosił nas na liczne koncerty, które organizowane są w pubie dość często, sądząc po przygotowanej scenie.

Po miłej rozmowie usiadłyśmy z kuflem piwa (bezalkoholowego 😉 ), jak to mówią w stolicy „na dworze”, gdzie świeciło słońce i słychać było jeszcze dobiegające z oddali dźwięki silników motocykli z Wystawy.